Strona wykorzystuje pliki cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce. Dowiedz się więcej X

Wspomnienia byłych wychowanków

 

Jeżeli jesteś naszym byłym wychowankiem i chciałbyś podzielić się swoimi wspomnieniami ze swojego pobytu w Raciborzu zapraszamy do wspomnień. Napisz nam tak od siebie, z serca - jak wspominasz swój pobyt w raciborskim zakładzie. Co zakład wniósł w Twoje życie? Co zakład Tobie dał, albo co zabrał? Jak wspominasz pierwsze dni w zakładzie? Co Tobie tu przeszkadzało najbardziej, a co było fajne i dobre? Jak wspominasz kolegów i kadrę?  Co teraz robicsz i czy zakład pomógł Tobie w tym, abyś został tym, kim teraz jesteś? Czy nasza robota wychowawcza i pedagogiczna przydała się Tobie w życiu? Jak to wszystko widzisz z perspektywy czasu?
Pisz otwarcie, bez obaw.
A jeśli zechcesz dołącz jakieś swoje wybrane obecne zdjęcia - dodamy je. Myślę, że i dla Ciebie będzie to fajna sprawa i ciekawe doświadczenie.

Pozdrawiamy Was i czekam na teksty pod adresem:

wicedyrektor@zpisdn-raciborz.pl

 

 

 

 

Hmmmm..........,co by tu napisać, tak wiele by się chciało powiedzieć,tak wiele jest tych wspomnień, że nie wiadomo od czego zacząć. Chyba od tego, żę najlepiej lubiłem lekcje z języka polskiego heeee.....Czas spędzony w ZP z perspektywy czasu był czasem dobrym nie żałuje ani jednego dnia spędzonego na wojska polskiego 24:). Przeżyłem tam wiele fajnych chwil , przeżyłem swoja pierwsza miłość .Pan Grzegorz Doba D. pewnie wie o co chodzi heeee.......... Może to głupie i naiwne ale chciałbym czasami wrócić do roku 2002 kiedy mnie tam funkcjonariusze dostarczyli takie małego, chyba miałem 132cm wzrostu hehehehehe...... a już byłem takim łobuzem. Gdybym Mógł coś powiedzieć młodszym kolegą to tylko tyle aby szanowali to co mają bo zawsze mogłoby być gorzej,że trzeba pracować nad sobą i nigdy się nie załamywać choćby nie wiadomo jak szło ciężko. ,,Cierpliwość jest gorzka, ale jej owoce słodkie''- Jan Jakub Rousseau.Coż jakoś moje życie sie potoczyło w tą dobrą stronę chociaż po opuszczeniu ,,zakładu'' trafiłem jeszcze na nie całe trzy lata do wiezienia. Przyznam że świat mi się zawalił, ale gdzieś tam płoneła jeszcze ta iskierka nadzieji że dam rade jakos to sobie wszystko ułożyc i isć do przodu i tak się stało. Mam dobrą prace żone i wspanałego synka. Kiedyś nigdy bym nie pomyslał że tak mi się uloży.Teraz wiem że dużą role w tym wszystkim odegrała kadra zp ponieważ przebywałem tam od 13 do 21 roku życia ale do tego trzeba dojrzeć aby móc docenić ludzi którzy
tam pracują bo noralnie tak nie ma że ktos wyciaga do ciebie pomocną dłoń z czego czerpie tylko samą satysfakcje że może ci jakos doradzić lub pomóc w zrozumieniu pewnych spraw. Wcześniej nie doceniałem teraz doceniam i dziekuje za wszystko pozdrawiam
- Patryk.

 

 

Na poczatek chciałem wszystkich pozdrówic! A wszczegnosci Pana Edwarda D, Pana Dariusza K, profesora Zygmunta Z. Panią Jole Z. Profesora Andrzeja T, Pana Toniarza i wszystkim tych którzy poświęcili dla nas wychowanków czas. Pamietam pierwszy dzień kiedy zostałem doprowadzony pod brame w zakładzie, czułem niepokoj duszy! Nie widziałem czego sie spodziewać jak juz znajdę sie po jej drugiej stronie. Tak sie złożyło ze trafiłem w porę obiadową kiedy wszyscy wychodzili ze stołówki! Jak ich wszystkich zobaczyłem blisko 100 może 120 chłopaków! Jak rozchodzą sie na grupy, jak Oni wygladali jak na mnie patrzyli ten hałas! pomyślałem sobie: Będzie cieżko! Odeszly mi wody heheh Mialem wtedy 15 może 16 lat serce mi walilo tak mocno ze myślałem sobie: Boże, oni słysza bicie mojego serca! Pierwszy kontakt miałem już za sobą! Pomyślałem co będzie dalej jak ja sobie poradzę ? Pamiętam że jak wchodzilem z wychowawcą na górę po schodach gdzies w budynku ktoś bardzo głośno krzyczał na druga osobę ! To echo mnie przerazilo, roznosilo sie dosłownie wszędzie! Czułem sie sam bezsilny zagubiony wśród obcych mi ludzi, pomyślałem sobie to nie dzieje sie naprawde, pierwsze spotkanie z chłopakami już na grupie, pamietam 100 pytań do?! Nie nadążałem odpowiadac na zadawane mi pytania! Jedni się śmiali, drudzy mieli kamienne twarze! Raz kazali mi sie śmiać a zachwile pytali dlaczego sie śmieje ? Totalny kogiel mogiel z mózgu hehe;-) Pierwsza noc na grupie... wygladalem jak tańczący szaman przy rozpalonym ognisku! Jak już sie poznaliśmy większość z nich polubilem . Szczerze nie wspominam źle tych 4-lat które tam spędziłem dzięki zakladowi ominęły mnie narkotyki częste pcie alkoholu! z zakładu wynioslem pewność siebie, po dziś dzień jestem uzależniony od sportu! Te wszystkie zawody które były organizowane dla nas na sali gimnastycznej, zdrowa rywalizacja, dyscyplina która przydaje mi sie w codziennym życiu! Mogę śmiało powiedzieć, ze zakład i czas który w nim spędziłem wyszedl mi na zdrowie! Chciałem jeszcze tylko dodać ze nie wszyscy wychowawcy którzy pracują w takich placówkach wkładają w swoją pracę serce, a powinni dlatego ze to oni nas prowadzili, to z nich moglismy brac przyklad! To Wy przygotowywaliście nas do życia na wolności!! I to Wy byliście tam dla nas! Chodzi mi o to że to dało sie odczuć kiedy wychowawca przychodził do pracy już naladowany, to odbijalo sie na chlopakach to natomiast budziło w Nas większy bunt i zamykanie sie w sobie ! To to, co powinno sie zmienić we wszystkich zakładach tego typu! Prywatne problemy zostawiamy przed bramą do pracy! Wiadomo my byliśmy wstanie wyprowadzić z równowagi każdego nawet Chucka Norrisa hehe to wsumie wychodziło nam to najlepiej hehe:-) ale to wychowawca był wodzem i On miał byc mocy psychicznie i nie okazywać słabości!!! Dziś patrzę na to wszystko bardzo pozytywnie, jestem normalnym szczęśliwym facetem! Chłopaki wierzcie w siebie bez względu na to w jakiej sytuacji sie znajdziecie, życie jest piękne i trzeba sie nim delektowac, tego życzę wszystkim chłopakom i całej kadrze wiary i pewności siebie! Głowa do góry!! Pozdrawiam Wojtek S.


 

 

Wspomnienia z zakładu... Zakład to ludzie, to historie. Łzy, śmiech, płacz i ból. Przyjaźń, nienawiść i nieporozumienia. Jeśli dodamy do tego wiele razy współczucie i wielu ludzi z kadry, którzy z pasją podchodzą do swoich podopiecznych, wyjdzie nam życie. A jeśli dodamy do tego ich troskę o lepsze jutro i pomoc w momencie, w którym wielu im tej pomocy odmówiło, wyjdzie nam rodzina. Tak, rodzina. Bo czymże jest rodzina? Czy nie wspomnieniem i tęsknotą? Poczuciem, że mimo i tak wielu złych chwil z chęcią się wraca do tamtych chwil, kiedy odnosiliśmy pierwsze nasze życiowe sukcesy? Ja, były wychowanek Zakładu Poprawczego w Raciborzu, wspominając te sześć lat czuję, że czego mi brakuje. To dopiero tam, i nie tylko ja, poznałem swoją wartość. Zrozumiałem, że nie jestem zły, poczułem, że mogę więcej. Tam, niby zamknięty, byłem wyjątkowy. Dziś, będąc na wolności, jestem jednym z wielu. Takie są moje wspomnienia, i nikt mi tego nie odbierze...

                                                                                                                           Grzegorz Z.

 

 

Wspomnienia... jakie one są????? Nie bardzo wiem od czego zacząć,  tyle się wydarzyło... Najlepiej będzie jak zacznę od początku. Zakład Poprawczy w Raciborzu nie był moim pierwszym zakładem, wcześniej byłem w zakładzie poprawczym w Świdnicy, skąd zostałem przeniesiony do Raciborza.  Pamiętam to jak dziś - była noc kiedy przywieziono mnie do zakładu,  wychowawca Grzegorz D. przyjmował mnie na grupę 5, a to były wakacje więc grupy były mieszane. Moja pierwsza noc w nowym miejscu.... Każdy, nawet największy twardziel pewnie czuł to samo kiedy tam trafił -  strach i niepewność,  bałem się jak cholera, bo przecież  nowe otoczenie,  nowi ludzie, nowe zasady. Było ciężko znaleźć nowych znajomych, ale gdy zaczął się rok szkolny i wychowankowie powrócili z urlopów to okazało się,  że zawsze i wszędzie znajdzie się bratnia dusza. I tak też było w moim przypadku. Poznałem kilku wspaniałych ludzi z którymi w gorszych lub lepszych chwilach trzymaliśmy się  do końca razem.  Dla mnie samego zakład poprawczy kojarzył się  z zamknięciem za kratami i murami, a tu  się  okazało nie było tak źle,  co 2 dzień chodziłem sobie około 2 kilometrów przez miasto na warsztaty, po prostu bomba, coś niesamowitego. Na dobrą sprawę po zaaklimatyzowaniu się tam, czyli gdzieś po pół roku to mnie więcej w tym zakładzie nie było niż byłem - albo przepustki raz w miesiącu albo jakieś wyjścia na rowery, spacery  do prac w sadzie,  bardzo lubiłem tam jeździć. Poza tym  tyle znanych osób można było spotkać w naszym zakładzie, którzy przyjeżdżali nas odwiedzać na zaproszenie kadry że w innym wydawało by się to nie realne - choćby Kajetan Broniewski, który  przybył do nas, aby w zaciętej walce wytypować osoby z najlepszymi czasami do zawodów na ergometrach wioślarskich w Warszawie.  Nie wierzyłem w to, że mogę się zakwalifikować a tu proszę  nie dalej jak miesiąc później Maduzia jest w stolicy Polski, gdzie nigdy wcześniej nie miałem okazji tam być.  Następną rzeczą jaka utkwiła mi mocno w pamięci była nietypowa integracja ze studentami resocjalizacji raciborskiej uczelni, którzy kilka razy w tygodniu przychodzili do nas, aby pomagać nam w nauce. Ale ja wiedziałem swoje - oni tak naprawdę przychodzili po to,  żebyśmy poczuli się jak normalni chłopcy a nie jak bandyci ja to przynajmniej tak odczułem.  Ze studentami też przeżyłem mnóstwo wyjść imprez itp. Pamiętam też, że w zakładzie można było się nauczyć wielu sztuk, typu sztuka kręcenia ogniem tak zwanymi pojkami, co wiązało się z ulicznymi występami - to też coś niesamowitego. Ale  co było moim największym zaskoczeniem i to w ogóle rozwaliło mnie na plecy to to jak dowiedziałem się, że zostałem wytypowany do wyjazdu na Mazury na żagle. O jejku, to był najcudowniejszy czas jaki mógł być. Spędziłem tam najpiękniejsze chwile swojego życia, po prostu mega przygoda. Tydzień czasu mieszkania na łodzi i żeglowania po mazurskich jeziorach w tamtym czasie zapomniałem o tym, że byłem w zakładzie i nie pomyliłem się 2 dni przed powrotem dostałem telefon, że zostałem zwolniony z placówki.  Wszystko to skończyło się tak cudownie, że myślałem ...że to bajka, jednak to była prawda.  Z tego miejsca pragnę nawiązać do tego, że ta świetna organizacja jak i świetne wychowanie i pomoc odpowiednich ludzi w chwilach gdy tego potrzebowałem była skuteczna i pozwoliła mi znaleźć swoje miejsce w życiu.  Dziś jestem szczęśliwym człowiekiem, mam kochającą kobietę, pracę, niebawem się żenię a to wszystko dzięki Wam, dzięki kadrze, za co bardzo serdecznie dziękuje całemu gronu pedagogicznemu Zakładu Poprawczego i Schroniska dla Nieletnich w Raciborzu

                                                                                                                                                                                                      Dawid Maduzia

 

 

Witam, nazywam się Krzysztof Maciejewski -  ten pierwszy bo pamiętam, że zaraz pomnie byl jeszcze jeden Krzysztof M., ale ja jestem ten z Dolnego Śląska. Może nie będę się rozpisywał, co zaklad wniósł w moje życie a czego nie, ale dodam, że nie żałuję spędzonego czasu w zakładzie. Lekcje z profesorem Zygmuntem Zipplem byly dla mnie bardzo ważne i serdecznie go pozdrawiam jak i całą kadrę oraz wychowanków. Fajnie czasami jest powspominać stare czasy;-)  Dziś mieszkam w Barcelonie gdzie pracuję i jakoś sobie daję radę,  ale gdybym mógł cofnąć czas i wrócic do młodszych lat, to jednego bym nie zmienił -  mianowicie pobytu w Waszej placówce.  Dziękuję bardzo i naprawdę chylę czoła. Pozdrawiam, a przy okazji mam pytanie: czy posiadacie zdjęcia archiwalne, ponieważ uczęszczałem na kółko muzyczne u profesora  Zygmunta Zippla oraz brałem udzial w teatrzyku z wychowawcą Młodym  i fajnie bylo by to jeszcze raz przeżyć. Pozdrawiam serdecznie  

 

 

Szanowny Panie Andrzeju, psorze;) Poetyckiego bakcyla Twórco, ba! też nie będzie przesadą jak dodam mentorze;) dziękuję za zaproszenie:) Jednak nie dla mnie ono- nic mnie z tą nową i wierzchnią oziębłą twierdzą nie łączy... Nasza stara placówka miała ducha czasu, miała swój klimat... Ale nie w tym ostatecznie sedno sprawy, otóż faktem jest, że z czasem i tak jak czas ku przodowi mknie tak i człowiek powinien czynić, zostawić przeszłość (bo i czym się szczycić...).
Jednak nie zapomnę tego co Pan wraz z kadrą zrobił dla mnie dobrego, wstawił na właściwy tor. Zmieniłem otoczenie, bo nauczyłem sie, że silna wola to nie wszystko, że jestem podatny na wpływy, że wciąż mogę zatracić się po drodze. Nie chcę by moje nowe grono grzebało w mojej przeszłości...

Damian Majrowski

 

Spędziłem tu dość spory kawałek swojego zycia i nie bylo tak tragicznie. Niektórych pracowników wspominam szczególnie milo i z tego miejsca pozdrawiam Zygmunta Zippla oraz Wiktora Lwa :) Moglem wtedy wyciagnac wnioski,zmienic cos i zrobic cos dla siebie jednak nie rozumialem tego co tlumaczyli ludzie wokol. Potrzebowalem 12 lat żeby na swoje życie popatrzeć z innej perspektywy.

Pozdrawiam! Marcin S.

 

 

Ehhh co by tu powiedzieć.Zaczelo się od tego ze paliłem dopalacze tuż przed trafieniem do zakładu i obudziłem się dopiero na sali sądowej gdy sędzina orzekła, ze mam spędzić 3 miesiące w schronisku dla nieletnich.Bylem zalaman,y a moja matka prawie wtedy zemdlala.W środę 24.12.2014 w wigilię o 8 rano przyjechałem na zakład ,odebrał mnie tam wychowawca Kosmala.Wychowawca Perek pokazał mi ze można żyć bez tych narkotyków ,nauczył mnie układać kostkę Rubika.Wychowawca Wala zaczął ze mną trenować tenisa stołowego i wróciłem do formy .Dzieki dyrektorowi szkoły Andrzejowi Tomczykowi mogłem wyjeżdżać na wycieczki w góry i choć na minutę zapomnieć o wszystkim.Wychowankowie jak to oni z niektórymi się lubilem a z niektórymi nie, w zakładzie nie ma kolegów wiec trzeba bylo sobie radzić samemu.Mistrz Krzysztof Lipiński nauczył mnie pracować jako ślusarz i wspieral mnie bardzo przez ten okres za co mu dziekuje.W zakładzie spędziłem ponad 7 miesięcy i gdyby nie kadra to nie wyszedł bym z tego zakładu takim jakim jestem dzis.Nauczyli mnie pracy ,samodzielnosci a ja sam stalem się twardszy i bardziej wytrzymaly psychicznie.Skonczylem klasę pierwsza zawodowa jako ślusarz z paskiem na świadectwie i z najwyższą srednia w calej szkole.Wygralem również tableta w konkursie i w tym samym dniu przyszlo pismo o zwolnieniu mnie z zakładu.Bylem szczęśliwy bo bardzo długo na to czekałem.Teraz mam dziewczynę z którą wiążę poważne plany i zacząłem poważnie zajmować swoim życiem i skonczylem z głupotami przez które tam trafiłem.Dziekuje wam kadro za to ze przez was z młodego gowniaza i złodzieja stalem się mezczyzna który potrafi o siebie zadbać i nie będzie juz zyl chwila tylko zastanowi się nad przyszłością.Dziekuje wam !

 

                                                                                                                                                                          Zbigniew Trulka

 

 

27.03.2017 r.

Po latach milczenia i usilnym zacieraniu śladów przeszłości dojrzałem, by przyznać, że jestem byłym wychowankiem zakładu poprawczego. Pozwólcie,że w dużym skrócie podzielę się z Wami moją historią, wspomnieniem,a najtrafniej powiedzieć będzie głębokim wyznaniem.

,,...Dzieciństwa raj zbyt krótko dla mnie trwał...''. Słowa i melodia tej piosenki,którą zdarzało mi się podśpiewywać podczas mojego pobytu w Zakładzie głęboko zakorzeniły się w moim sercu.

Trafienie do poprawczaka, jak pewnie się domyślacie było konsekwencją całej serii błędów-błędów moich rodziców i przestępstw-moich przestępstw. Oczywiście, moje rozumowanie prawa,taka pełna świadomość czynienia zła w  tamtym czasie były bliskie zeru, a już na pewno nie dostrzegałem nadchodzących skutków dokonywanych wyborów. Powiem szczerze, mało mnie to obchodziło lub prawie wcale. Pamiętam, że gdy pewnego razu uciekłem z domu, sypiając po klatkach schodowych nie jadłem nic przez 3 dni, a moim ostatnim posiłkiem była sucha bułka i oranżada w butelce. Gdy więc przechodziłem wcześnie rano obok sklepu spożywczego, gdzie właśnie trwała dostawa świeżutkiego, pachnącego pieczywa, pączków i drożdżówek bez zastanowienia ukradłem całą skrzynkę. Więcej niż potrzebowalem...na później. Moje pierwsze przestępstwo i nie ostatnie... Później było już tylko gorzej. Rodzice popełnili mnóstwo życiowych i wychowawczch błędów, ja w konsekwencji mnóstwo przestępstw.

Lata spędzone w zakładzie upływały pod znakiem ciągłej tęsknoty za mamą i rodzeństwem. Jak ja bardzo chciałem być z nimi... Marzyłem, by odwiedziła mnie mama, by ktokolwiek spoza ,,murów'' do mnie przyjechał. Zakład stał się moim domem. Wychowawcy rodzicami,wychowankowie rodzeństwem. Nieidealny dom, nieidealni rodzice, nieidealne rodzeństwo, ale jedyne na najbliższe lata. Pomimo tego nie było dnia, godziny, nie było minuty, bym nie chciał wyrwać się stamtąd.O tak, zdarzało mi się uciekać, piłować kraty, skręcać prześcieradła czy schodzić po piorunochronie. Jednak dziś oceniam moje decyzje o ucieczkach jako bardzo błędne. Przecież ja nie mogłem normalnie chodzić po ulicach nieoglądając się za siebie, nie mogłem, jak inni,  pójść do szkoły (choć wcale o tym nie myślałem). O ironio!To niekontrolowane pragnienie wolności ograniczyło mi ją jeszcze bardziej, ucieczki z zakładu były zapowiedzią kolejnych przestępstw.

Moja ostatnia ucieczka podczas której, dosłownie dotknąłem dna zmieniła moje życie. To moment zwrotny w moim życiu. Pragnąłem wolności, ale nie takiej. Gdyby moja wolność miała być okupiona ludzkimi krzywdami, to lepiej, żebym już nigdy nie wychylił nosa spoza krat. W tym miejscu komuż należą się podziękowania, bowiem docierały do mnie informacje o tzw. ,,wywózce''. Dziękuję, że dano mi szansę, nie wiem jak potoczyłoby się moje życie, gdyby rzeczywiście przeniesiono mnie na cięższy zakład. Rozpocząłem mój bieg o wolność, bez brzeszczota, prześcieradeł.Tym razem inaczej. 

Zbliżylem się do Boga, zacząłem czytać Pismo Święte. Nic mnie tak w zyciu bardziej nie uczłowieczyło i wyostrzyło moich zmysłów na dobro i zło. Sumienie zaczęło we mnie istnieć bardziej niż kiedykolwiek przedtem. Niedługo później za dobre sprawowanie zwolniono mnie z Zakładu.

Wychodząc na wolność byłem w wieku szkolnym, więc musiałem kontynuować naukę w ,,normalnych'' warunkach. Niestety ucieczki sprawiły, że nie przeszedłem do kolejnej klasy i nie ukończyłem 8-letniej szkoły podstawowej. Załapałem się więc do Gimazjum. Kilka lat starszy od innych w ławce szkolnej z chłopakiem mniejszym o pół metra i w ogóle ludzie z innej bajki. Cyrk! Czas nadrabiania niewyobrażalnych zaległości w nauce i nie tylko. Musiałem nauczyć się żyć z ludźmi ,,bez skaz'', z tzw. dobrych domów. Czas pokory.

Ale udało się. Ukończyłem gimnazjum, mało tego, połknąłem bakcyla nauki. By się utrzymać pracowałem w firmie budowlanej, a wieczorami uczęszczałem do liceum ogólnokształcącego w Pszczynie. Szkołę średnią ukończyłem z wyróżnieniem, podobnie jak i zdanie matury. W tym miejscu pragnę podziękować pani Urszuli oraz Admowi Szecówkom-ludziom, którym wiele zawdzięczam, choć nie od razu to do mnie dotarło. Następnie rozpocząłem zaoczne studia na wydziale filologii angielskiej, po roku zawiesiłem naukę i wyjechałem za granicę. 

Dziś mam 33 lata, od 11 lat mieszkam za granicą. Jestem w szczęśliwym związku i jestem szczęśliwym tatą. Dzięki ciężkej pracy nad sobą osiągnąłem cel -stałem się częścią zdrowego społeczeństwa. Plany? Trważ w tym co dobre, zabezpieczyć przyszłość i dobrobyt dzieciom, a osobiście chcę jeszcze ukończyć studia. Co dalej? Zobaczymy. 


Chłopaki pamiętajcie, że to jak długo tam będziecie zależy tylko od Was. Wasz pobyt tam jest TYMCZASOWY-nie wydłużajcie go poprzez ucieczki lub inne nieprzemyślane zachowania. Pamiętajcie, życie na wolności dla osób nieprzygotowanych jest bardzo ciężkie. Dlatego wyciśnijcie maksimum z nauczycieli, uczcie się i pracujcie nad sobą. Nie myślcie, że jesteście gorsi od innych, ale nie przesadzajcie też w drugą stronę. Dbajcie o młodszych i słabszych i nigdy nie myślcie, że bycie dobrym wychowankiem to oznaka Waszej słabości, to oznaka Waszej mądrości.


Serdecznie pozdrawiam i dziękuję wychowawcom i nauczycielom, których miałem możliwość poznać. W szczególności chciałbym wymienić p. Michała Dyję, Grzegorza Bulendę, byłego dyrektora Stanisława Kubackiego, pana Kazimierza Wolnego, p. Edwarda Dąbala, pania Urszulę i pana Adama Szecówków, Zygmunta Zippla, pana Toniarza oraz panią Jolę. Dziękuję Wszystkim z Państwa.

                                                                                                                                                            Tomasz K.